XXX

To na pewno nie o tematyce XXX
wtorek, 21 czerwca 2011

Sam nie wiem od czego zacząć, życie coraz szybciej przelatuje mi między palcami. Czasami szybciej czasami wolniej, w żaden sposób nie czuję upływających chwil, które upodabniają się do siebie, zlewają w pojedynczy, zamglony ciąg. Nie jestem w stanie tak ustawić dłoni, żeby jak najwięcej chwil zostało. Człowiek wpada w jakiś rodzaj rutyny, szarości dnia codziennego. Ja osobiście wyznaczam sobie czas od poniedziałku do poniedziałku, reszta rozpływa się, płynie nieubłaganie. Nawet się nie spostrzegłem a tu już wakacje. Jak nie pisałem tak i nie piszę, czuję się jakiś taki uśpiony. Jestem w jakimś rodzaju letargu, spowalniającego wszelkie przejawy kapowania tego co się dzieje wkoło. Czasami mam chęć coś popisać, ale trudno mi wpaść na jakiś konkretny pomysł, chyba muszę odnaleźć sens w tym co robię. Odnaleźć sedno mojego postępowania. Jakiś motyw przewodni...

A co do czasu to jest z nim, według mnie, jak z deszczem. Możemy złapać w garść jedynie kilka perlistych kropel, reszta ucieka nam miedzy palcami, sączy się gdzieś bokiem, moczy dłonie, oblewa, ale w końcu ucieka, wyparowuje, wsiąka tuż obok. Pozostaje jedynie zroszona trawa i specyficzny zapach wilgoci i kurzu.
Zbliżające się lato ma to do siebie że często zdarzają się burze. Taniec natury, deszcz, wiatr, ziemia i pioruny. Istny tygiel żywiołów, nic nie może się oprzeć temu szaleństwu. W takim czasie deszcz zacina w twarz, wiatr wieje w oczy, błoto utrudnia ruch, a pioruny paraliżują strachem przed najgorszym. Ciężko iść do przodu gdy czeka nas tyle przeciwności, ciężko w takich chwilach podnieść się i spojrzeć w górę, zadrzeć czoło i sprzeciwiać się wszystkiemu, pogrozić Bogu czy naturze, wygrażać się całemu światu. Paradoksalnie jednak, ciężka sytuacja wyzwala w nas niezmierzone pokłady siły, okupiony drogimi ofiarami, ale sukces w końcu przychodzi, pojawia się również złość, nienawiść i gorycz. Walka w ostateczności musi zakończyć się powodzeniem. Wydawać by się jednak mogło, że warto wtedy przeczekać w ukryciu najgorsze, przeczekać aż się przejaśni. Być biernym, czekać na rozwój wydarzeń. Nie łatwo jest przyjmować na twarz nowe problemy. Łatwiej zaczekać aż burza się odsunie. Poczekać na wielobarwną tęczę. spinającą dwa nieodległe krańce widnokręgu. Sam widziałem wiele razy tęczę, czasami wydawało mi się że jest na wyciągnięcie ręki, czasami niemal jej dotykałem. Jak byłem dzieckiem, wierzyłem że na jednym końcu tęczy czeka na mnie jakiś mityczny skarb, często specjalnie czekałem na koniec burzy żeby móc zobaczyć tęczę, wyłaniającą się z mroków zachmurzonego nieba, zastępującą swoim pięknem grozę wcześniejszych chwil. Tęczę na tle jeszcze czarnego, burzowego nieba, tęczę kontrastującą swoim pięknem z brutalnością burzy. Czekałem żeby pochłaniać ją swoim wzrokiem, żeby upajać się jej pięknem. Najlepiej smakowała tęcza gdy czekałem na nią na dworze, wcześniej oglądając całą burze. Jeżeli czekałem w domu, tęcza nie miała tak wyrazistego koloru, nie wydawała się tak piękna. Wydaje mi się że trzeba stawić czoła grozie burzy żeby poznać piękno tęczy. 
Czasami jednak zdarza się scenariusz całkiem inny. Podczas letniego deszczu świeci słońce. Pada cichy spokojny deszcz. Grube krople rozbijają się o ziemię, okolice zalewa równomierny, niemal precyzyjny szum. Tego trzeba doświadczyć, złapać taką chwilę za nogę i nie pozwolić jej uciec. Moje wspomnienie to łąka, kawałek płaskiego terenu pośród wzgórz. Zaczyna padać... Nie ma wiatru... Grube, ciężkie krople, najpierw pojedynczo, później coraz częściej, spadają mocząc moje czoło, włosy, ubrania. Rozkładam ręce i chłonę ten deszcz całym sobą. W takich chwilach wydaje mi się że warto spojrzeć w kierunku słońca, zobaczyć za chwilę jego promienie i nie żałować że się moknie. Czasami warto chwycić los w swoje ręce i poczuć piękno kryjące się w gąszczu codziennego dnia, codziennych problemów. Czasami warto uwierzyć że deszcz w bardzo łatwy sposób może zmyć z nas brud, codzienny kurz. Warto pomyśleć że ten deszcz, który właśnie oglądamy, jest czymś wspaniałym, niecodziennym. 
Tak wydaje mi się że trzeba stawiać czolo burzy żeby poznać, jak najlepiej smkuje tęcza. 

niedziela, 06 lutego 2011

Długa przerwa, nawet baaardzo długa, ostatni wpis zrobiłem chyba przed wiekiem, minęło już w końcu 4 miesiące odkąd tutaj zajrzałem. Nie wydaje mi się żeby to kogoś obeszło jakoś specjalnie, ale powiem że nawet się nieco stęskniłem za pisaniem. Mieszkanie z dziewczyną nie wpływa zbyt pozytywnie na twórczość blogowa, za mało mam czasu na myślenie o jakiś nieskonkretyzowanych głupotach, nie mam czasu się zastanowić nad tym wszystkim.

Ale do rzeczy. W moim życiu chyba niewiele się zmieniło od czasu ostatniego wpisu. Minęło trochę czasu i na przykład zmieniłem mieszkanie, (ciągle mieszkam z Piękna A) i jest nam baaardzo dobrze, wszystko się układa tak jak się układać powinno. kochamy się i jest fajnie. Czuje się z tym wszystkim bardzo dobrze, jakoś się odnajdujemy w tym wszystkim. 
Na uczelni teraz sesja a ja zamiast się uczyć to siedzę na blogu i szukam wszelkich sposobów aby nie pochłaniać wiedzy. Wszystko jak na razie idzie zgodnie z planem (jeden egzamin co prawda oblany, ale  było to wliczone w koszta) teraz mam się uczyć żeby wyjść na zero i zaliczyć bez warunku resztę, ale jak wyjdzie to się jeszcze okaże. 
Lada chwila pojadę na wschód i odwiedzę stare śmieci. Znowu będzie bolało drugie serce, tęskni mi się za domem. Ale jakoś sobie radze, chciałbym chyba już tam być, mieć gdzieś cała ta uczelnie i wszelki syf, siedzieć z młodszym bratem i się z nim bawić zabawkami. Niby nic a cieszy jak mało co. 
Prawie codziennie śni mi się rodzinny dom, nie mogę się od tego uwolnić, co prawda nie są to jakieś koszmary a zwyczajne nic nie znaczące sny, jednak widocznie rodzinny dom sam w sobie mam bardzo głęboko zakorzeniony w psychice, co odzwierciedla się tymi snami. Chyba nigdy się od tego nie uwolnię, a może to dobrze, nie pozwoli mi to zapomnieć skąd jestem i gdzie się urodziłem i wychowałem.

Za oknem pomimo początku lutego wiosna więc i w mieszkaniu nie chce się siedzieć jakoś specjalnie, szukam sposobu na to żeby się wyrwać na zewnątrz i pooddychać świeżym powietrzem. Poszukać czegoś w parku i połazić bez celu, a to jakieś zakupy a to jakieś coś, aby tylko wyrwać się z czterech ścian

To chyba tyle jak na dzisiaj, mam nadzieje że na tym się nie skończy i będę kontynuował pisanie z większym zapałem niż dotychczas

23:18, chmielicks
Link Komentarze (1) »
niedziela, 24 października 2010

Jednak żyję i mój blog jeszcze istnieje, a powiem szczerze że już miałem wątpliwości bo tak dawno nie wchodziłem tutaj że szok.
Wakacje minęły, rok akademicki się zaczął nie wczoraj a już kilka dni temu, wróciłem do Wrocławia i do tego drugiego przedwakacyjnego życia, tego wrocławskiego, tego innego i różnego od tego co miałem na wschodzie. 
Wszystkich czytelników (o zgrozo a chociaż takich mam?) przepraszam miałem tyle roboty że nie miałem nawet jak się za pisanie zabrać. Nie miałem też za bardzo chęci pisać, chciałem odpocząć od wszystkiego, chciałem zerwać z tym co mnie we Wrocławiu trzymało (oczywiście poza Piękną A, bo jej zostawiać nie chciałem i strasznie za nią tęskniłem o czym chyba nie muszę już przypominać) blog niestety należał do tej grupy rzeczy które chciałem zostawić, podczas wakacji każdy mój dzień wyglądał podobnie, rano wstawałem, coś tam działałem wieczorem około 21, 22 zaczynałem rozmowę z Piękną A i tak spędzałem kilka godzin. To była moja jedyna działalność w sieci.

Teraz powróciłem do Wrocławia i chciałbym wrócić do pełni życia. Na uczelni wiele zmian, nowe przedmioty, niekiedy nowi ludzie trochę zmian, ale ciągle jest przyjemnie. Martwi mnie jednak to ze czas sesji będzie bardzo trudny, czeka mnie koło 5  egzaminów plus cala masa zaliczeń, będzie ciężko, ale wiem że jestem w stanie sobie poradzić, wystarczy się tylko odpowiednio przygotować. Najbardziej interesującym człowiekiem jest dr D człowiek-rebus, nikt nie wie czego się po min spodziewać, wydaje się człowiekiem opanowanym, pozbawionym emocji wyrachowanym , jednak pod tym wszystkim wydaje mi się kryje się człowiek poświęcony do głębi tym czym się znajduje, chyba wiem jak go pokonać w walce o zaliczenie egzaminu, ale to jedynie jakies tam domysły.

Inna sprawa że wróciłem do Pięknej A, mieszkamy razem, czasami jest fajnie czasami mniej fajnie, wiem że często się jej narzucam, jednak  czasami wydaje mi się ze nieodpowiednio reaguje na moje działanie, przez co zdarza się nam pokłócić. Dziewczyna przyzwyczaiła się do tego że całe dnie spędzała sama, nie musiała z nikim dzielić przestrzeni, teraz się to zmieniło i ona nie za bardzo może się do tego przyzwyczaić. Staram się nie narzucać za bardzo, ale nie umiem obok niej leżeć i nie zwracać na nią uwagi, chce każdą chwilę poświęcać na to żeby być jak najbliżej jej. żeby ją całować, przytulać, rozmawiać. Ona raz ma na to ochotę a raz nie i strasznie się wścieka i miota. No dobrze może za bardzo jestem wylewny, ale inaczej nie potrafię. Na szczęście potrafię jeszcze sprawić że się uśmiechnie i pogada, przechodzi jej zły humor i razem się śmiejemy. Przez większość czasu radośnie się znosimy jest nam dobrze. Kocham ją a ona kocha mnie i to jest chyba najważniejsze.

Teraz wkraczam w nowy czas, kolejny mały etap. Mam nadzieje że wszystko pójdzie dobrze i poradzimy się ze wszystkimi problemami.

środa, 21 lipca 2010

Jestem w domu od kilku dni i jestem zawalony robotą. Sam czasami zastanawiam się jak się nazywam, nie mam czasu nawet czasami do toalety skoczyć. Ale cóż uroki wiejskiego życia. Jedyne co mnie codziennie rozśmiesza to wiejskie, swojskie klimaty. Przykład:
10.07 było wesele kuzynki na które to wesele musiałem się pofatygować. W sumie było nawet fajnie. Byłem za kierowce więc i grzecznie się zachowywałem i obyło się bez przypałów, tak częstych na wiejskich weselach. Ale nie to jest sednem sprawy. Sednem jest to że w niedzielę, jako że w pobliskiej wiosce lokalny bar rozpoczął produkcję Pizzy (w sumie nawet bardzo dobrej) brat nakusił mnie na to żeby jedną zamówić. A wiec dzwonię:
-Hallo, Pizza w Płonce(nazwa miejscowości gdzie znajduje się owa nowa pizzeria).
-Dzień dobry, chciałbym zamówić Pizze za 25 złotych na grubym cieście z pieczarkami, salami i podwójnym serem.
-Z dostawa do domu??
-Tak z dostawą, adres to (...)Gruszka(...) 
-A nazwisko jakie??
-(...)
Tutaj podałem swoje nazwisko a po dłuższej chwili, zapewne czasu potrzebnego na zapisanie wszystkiego oraz zapewne namysłu ze strony mojego rozmówcy usłyszałem:
-A jak Stary po weselu??
-Yyyy... -Normalnie mnie zamurowało. -Raczej dobrze...

Totalnie nic się na wsi nie ukryje, swojskie klimaty. Wszyscy wszystkich znają, niczego nie da się przed nikim ukryć, wszyscy wszystko wiedzą. No i nic, poczekałem koło pół godziny i pizza dojechała, okazało się że odpowiedzialnym za consulting z klientami jest mój znajomy, a towarzyszył mu... grajek z rzeczonego wesela, ktoś pewnie powiedziałby "świat jest mały", ale nie wiem czy mały to słowo odpowiednie na takie coś. Tak wiec wiejskie a raczej swojskie klimaty...

sobota, 10 lipca 2010

Jestem już na wschodzie, minęło parę dni jak już przybyłem przegonić jakiś czambuł tatarski. Złowić rybkę w Wieprzu, czy przejść się po roztoczańskim lesie.
Rad nierad musiałem się zadomowić w domu, powrócić do życia sprzed Wrocławia. W Gruszce prawie nic się nie zmieniło, umarło kilka osób, Gruszka wymiera... Dzieci prawie się nie rodzą, a  ktoś ciągle umiera, tak czy inaczej bilans ujemny. Za kilka lat w Gruszce nie zostanie nikt. Ja jednak przyjechałem i musiałem się zadomowić. Nie za wiele się zmieniło, ale na przykład zmienili księdza na parafii co w życiu Gruszki stało się wydarzeniem dość ważnym.
Ale nie o to chodzi. Wróciłem, ale sercem ciągle jestem we Wrocławiu. Ciągle mam wrażenie że przyjechałem jedynie na kilka dni, nie mogę się przestawić że zostanę tutaj na dłużej, nie mogę się przestawić że to co zacznę robić to będę musiał skończyć nawet za kilka tygodni. Nie mogę tez sobie do głowy wbić że już jest lipiec, ciągle mi się wydaje że jest albo jesień albo wiosna. W nocy śni mi się Piękna A, budząc się gdzieś w środku nocy szukam dłońmi jej ciała, w oczach mam łzy, szukam z jednej strony, z drugiej, rozpaczliwie poszukuje jej śladów. Dzisiaj znalazłem pośród ubrań które przywiozłem z Wrocławia jej włos i znowu to samo, łzy w oczach, zostawiłem go tak jak znalazłem, ułożony i majestatycznie wywinięty.  To mnie uderzyło, te słowa sprzed kilku dni: "Dzisiaj rano szukałam Cię pod kołdrą" znowu łzy mi stanęły w oczach, dotarło do mnie jak jesteśmy daleko od siebie. Dziwnie ale jakoś nie dotarło do mnie w pełni że do października będę miał ją daleko. Co prawda przyjadę parę razy ale to tylko na krótko.
Ogólnie jest dobrze. pomimo tęsknoty, zawsze mogę pogadać z Piękną A, ona też się dobrze trzyma znalazła pracę i jest zadowolona, co mnie niezwykle cieszy. Wiem ze jest ciężko, wiem że nie jest łatwo, wiem że tęsknota, mnie tez boli to wszystko, ale trzeba sobie radzić, brać w ręce to co ma się robić i robić to jak najlepiej. Nie trzeba zważać na żadne przeciwności. Ja mam siłę, pomimo wszystko, mam nie wiem sam skąd ją czerpię ale ją mam. Jestem silny, jestem niezwyciężony, ale jestem tez pyszny, zarozumiały i arogancki, ale taki jestem. Jestem idealistą, zawsze kocham na zabój, zawsze całym sercem, zawsze ma maksa. jak już się do tego przyznam to jestem tego pewien na 100%, sam nie nie wycofam się z tego, bo całym sercem tam siedzę i czuję to całym ciałem.

sobota, 03 lipca 2010

Sam nie wiem co mam zrobić, nie wiem jak to wszystko załatwić...
Muszę jechać na wschód, muszę, to słowo zawiera z sobie pełną bezkompromisowość, nie ma dyskusji, nie ma sprzeciwu, zwyczajnie muszę się zbierać i jechać na wschód, zostawić wszystko, zostawić Piękną A, zostawić Wrocław. Mam czas do wtorku, muszę wyjechać w poniedziałek. W środę mam już robotę  w domu umówioną. Nie mogę się wykręcić, nie mogę nic zdziałać, żeby to zmienić.

Bezsens, niezadowolenie, bezsilność i łzy...

Boję się o Piękna A. Boję się że będzie jej źle, że będzie miała mi za złe. Boję się że mi tego nie wybaczy, że straci nadzieję. Boje się że będzie miała mi to zawsze za złe. Chciałbym być przy niej, chciałbym żeby czuła się przy mnie bezpieczna, chciałbym żeby mi zaufała. i w pełni zawierzyła. Ale wiem że o obecnej sytuacji będzie to przynajmniej trudne, wiem że nie zdobędzie się na to żeby mi zaufać żeby mi zawierzyć. Boję się że trudno będzie mi odzyskać jej zaufanie. Boję się że ona tego nie zrozumie. <Aguś, chciałbym żebyś to zrozumiała, żebyś przynajmniej Ty stanęła po mojej stronie  i pomogła mi to przeżyć.>

Bardzo ją kocham, bardzo chce z nią być, bardzo chce z nią spędzać każdą chwilę. W każdej niemal chwili chce jej dotykać, chce ją całować. Ale bezsilność jest silniejsza, nie jestem w stanie jej przezwyciężyć, zwyczajnie nie mogę nic zrobić. Po prostu muszę jechać.

Smutek, beznadzieja, gorycz i płacz...

Wiem że będzie ciężko, ale wiem tez że daliśmy rade w wielu ciężkich chwilach, pomogłem jej nie raz, bylem przy niej wiele razy gdy tego potrzebowała, ale boję się że będzie mnie potrzebowała a mnie nie będzie. Boję się że będzie mi miała mi to kiedyś za złe.

Ale uważam że sobie poradzimy, że oboje znajdziemy siłę żeby to przezwyciężyć. Wiem że damy sobie radę. Wiem to dlatego że oboje się kochamy, ja to mówię otwarcie, ona się opiera, ale wiem że tak jest, czuję to. Nie wiem dlaczego ale wierze w taka potężną siłę, wierzę że ta siła pomoże nam to przeżyć. że ta siła sprawi że wszystko ułoży się dobrze. Widzę że może to wydawać się tylko pustymi słowami, jednak ja w to wierzę.

Ja nie zwątpię...

Ja kocham...

czwartek, 01 lipca 2010

Jaa już myślałem że blog umrze, na szczęście się nie udało. Wydaje mi się ze czas powrócić, wiele się zmieniło, wiele rzeczy mnie zaskoczyło. w wiele rzeczy się zagłębiłem a kilka rzeczy mi się nie udało. Ale wszystko od początku.

Po pierwsze sesja, przyszła i ciągle trwa, nie powiem że idzie mi jakoś źle, idzie mi dobrze, wszystko pozaliczane (przynajmniej jak na razie) w obecnej chwili czekam na ostatni egzamin, mówią że najtrudniejszy, że nie sprawdza wiedzy, że wiele zależy od szczęścia, a przede wszystkim że wiele zależy od humoru egzaminatora. Sam nie wiem jak mocno wierzyć plotkom, jak bardzo brać je pod uwagę. Wydaje mi się ze dużo jest naciągane, że sporo ludzie panikują że w rzeczywistości nie będzie tak źle. Podobnie było na poprzednim egzaminie, tez sporo paniki tez jakaś niemal zbiorowa psychoza, jakieś stresy i takie tam a koniec końców wyszło że było bardzo fajnie i nie było się czym przejmować.

Kolejna sprawa to zmiana mieszkania. Dziwna sprawa, dziwnie się porobiło. Od ostatniego wpisu wiele się zmieniło. Wiele rzeczy się ułożyło przynajmniej nie tak jak sobie to wcześniej zaplanowałem, ale też wiele rzeczy ułożyło się tak, że wyprzedziło nawet najśmielsze marzenia i to tak szybko. Spełniły się mgliste marzenia o Pięknej A. Wszystko zaczęło się od tego że koło marca wyprowadził się ode mnie jeden ze współlokatorów, właścicielka nie chciała się ugiąć i opuścić ceny, wcale to nie dziwne, tak czy inaczej po długich negocjacjach, zgodziła się na to żebyśmy bez podnoszenia ceny przesiedzieli do końca czerwca, umówiliśmy się tak że do końca czerwca będziemy sobie pomieszkiwać a w pierwszym tygodniu lipca przeniesiemy się w nowe miejsce. Czas się zbliżał więc i trzeba było poszukać czegoś nowego. Najpierw sam szukałem, oglądałem, oczywiście razem z piękną A. Szukałem pokoju, w cenie nie przewyższającej za całość 600 złotych, jedna oferta, druga, trzecia, jeden pokoik ładniejszy, drugi brzydszy, w końcu jednak coś się znalazło. Pokoik wcale ładny, w mieszkaniu trzypokojowym, mili współlokatorzy, wszystko było fajnie już pozałatwiane. Jednak wyniknęła pewna nieprzyjemna sprawa, miarka się przebrała, zrobiłem coś co zrobić musiałem i zaproponowałem Pięknej A wspólne wynajęcie pokoju. Zgodziła się i zaczęliśmy szukać czegoś razem,  znaleźliśmy jedno, nawet fajne, ale to nie było to, znaleźliśmy drugie, to koleś zrobił nas w balona, znaleźliśmy w końcu trzecie i się udało, trochę zapłaciliśmy i zaklepaliśmy, po sesji mieliśmy się przeprowadzić. Wszystko szlo fajnie a tu w przedostatni dzień czerwca zadzwonił drugi ze współlokatorów i oznajmił nieco niefrasobliwie że mamy opuścić mieszkanie "do jutra do osiemnastej" więc co?? więc trzeba było się przeprowadzić, opuściłem w je niemałym pospiechu, stare lokum pozostało puste, z oddaniem kluczy i zabraniem całego dobytku i przeniesieniem się. Niestety nowe mieszkanie było zajęte i musiałem się ulokować w mieszkaniu Pięknej A. Zwaliłem się jej do pokoju z całym dobytkiem i przespałem się dwie noce. Teraz jestem w innym mieszkaniu. Pierwsza noc, więc pewna przyczajówka co i jak, jakie panują zasady. 
Kolejna sprawa wynikająca poniekąd z poprzedniej to to że moje relacje z Piękna A układają się bardzo dobrze, ostatnio niemal codziennie mogłem oglądać jej piękna ciało, co prawda nie ma za wiele czasu, bo sesja i takie tam, ale zawsze w nocy jak się przebudziłem to kilka razy mogłem podziwiać i napawać się pięknem, cieszy mnie to że w perspektywie niedługiego czasu będę mógł to robić codziennie, codziennie przyglądać się jej pięknemu ciału. Będę mógł całować jej piękną skórę, ciągle mam ochotę ja całować, ciągle i ciągle, często sprowadzam tym samym na siebie jej furię. Bardzo się wkurza ale rozumiem ją, wiem że jestem nieco upierdliwy, wiem że jestem nieco zarozumiały ale  staram się nie przeginać. Teraz wiem że ją kocham, wiem ze przy niej będzie mi bardzo dobrze, że, wiem że czeka nas wiele przeszkód, ale wiem tez że damy sobie radę. Teraz wakacje a później wrócę i będzie wszystko bardzo pięknie.

Jak więc już wcześniej wspomniałem wiele w moim życiu się zmieniło. z większości rzeczy sie ciesze, w niektórych nawet bardzo, mogę powiedzieć że czas kiedy milczałem na bogu minął mi bardzo dobrze, pomijając oczywiście chwile kiedy było naprawdę nieprzyjemnie i ciężko. Ale to inna bajka o której może opowiem innym razem.

czwartek, 20 maja 2010

Jak już wcześniej wspomniałem chciałem przemilczeć kilka rzeczy.
Przemilczeć starałem się kampanię prezydencką, która budzi we mnie obrzydzenie, przeważnie dlatego że jest nacechowana żałobą(nawet jeżeli nie bezpośrednio to pośrednio, ciągle są tematy tabu, których nikt nie może ruszyć), że jest niejasna i że będzie to walka iście dwubiegunowa. Jak dla mnie zarówno JK jak i BK nie stanowią materiału godnego prezydenta czyli jakby nie patrzeć głowy narodu.
JK będzie chciał kontynuować „misję” brata i będzie czerpał z IV RP, będzie milczał, a później zaatakuje i to jest jego jedyna szansa, jak na razie ściga BK i to z powodzeniem, może być tak ze rzeczywiście zostanie prezydentem. Mam nadzieję że jeżeli do tego dojdzie to jako prezydent się ustatkuje w poglądach i będzie w przyszłości reprezentował ideały typowe dla prawicowego polityka. Liczę na stonowanie i łagodność i pokorę jakiej się powinien nauczyć.
BK natomiast nie będzie lepszy, jako prezydent będzie jedynie figurantem, zgadzającym się na wszystko co zaproponuje POrząd, BK jest jak dla mnie politykiem bez żadnego wyrazu, totalnie nie nadającym się na urząd prezydenta, mam jednak nadzieję że jak w razie co zostanie jednak prezydentem to nabierze ogłady i stanie się godnym reprezentantem naszego narodu na arenie międzynarodowej, zacznie mieć swoje zdanie i będzie prezydentem lepszym aniżeli LK, jednak jak będzie to się okaże po wyborach. Obecnie działa, czym wzbudza coraz to większą niechęć z mojej strony. Zaczyna pogrywać bardzo nieładnie, zaczyna kombinować, posuwać się do rzeczy coraz bardziej obrzydliwych, traci z każdym dniem w moich oczach.
Inni kandydaci chyba nie odegrają większej roli, aczkolwiek liczę na kilkuprocentowe poparcie dla mojego kandydata Waldemara Pawlaka, jest to jak dla mnie człowiek wyrazisty, który mógłby połączyć w swojej działalności niemal wszystkie ugrupowania polityczne. Chrześcijańska centrolewica ludowa, miałaby realne poparcie szerokich rzesz polaków. Media jednak nie dopuszczą do tego żeby kandydat wsiowego PSLu miał jakiekolwiek szanse, co nie jest dobre, bo stanowiłoby alternatywę dla walki PO versus PIS. Prezydent Pawlak byłby prezydentem z doświadczeniem, dwukrotny premier, wielokrotny parlamentarzysta(od 1989) minister gospodarki i wicepremier. Wydaje mi się ze jest najlepszym kandydatem, politycznie stonowanym i jednocześnie wyrazistym, jeżeli miąłby taką możliwość to przysłużyłby się naszemu państwu. Ma przeszłość, nieco mało chlubną, nieco mało ładną, ale wydaje mi się że da się to przeżyć, da się na pewne rzeczy nie zwracać uwagi. Liczę na to że będzie to 3 wynik w lipcowych wyborach.
Inni kandydaci jak dla mnie nie istnieją,
A. Lepper, bardzo zyskał w moich oczach, czytam jego bloga i z wypowiedzi widać że się nieco ustatkował z poglądami i z krzykiem, według mnie może jeszcze wrócić do polityki, o ile porzuci partię i przyłączy się do jakiegoś wyraźnego ugrupowania.
J. Korwin-Mikke jak zwykle szokuje, jak zwykle zaskakuje wypowiedziami, bardzo go lubię za to że nie boi się mówić to co myśli i jest to według mnie jedyny polityk, który robi to co lubi i robi to dla przyjemności, Panie Januszu, życzę panu szczęścia.
G. Napieralski, według mnie nie znaczy nic, uważam że jest trupem politycznym i przez niego lewica w naszym kraju cierpi i to bardzo cierpi, to właśnie ten człowiek jest zarzewiem konfliktów i pomimo jego wyraźnych poglądów uważam go za marnego polityka. 
Reszta kandydatów jak dla mnie nie ma znaczenia, mogą to być ludzie nawet z Marsa, o poglądach jasnych jak wiosenny piękny dzień. Dla mnie jednak są to osoby nic nie znaczące.
Kampania wyborcza jest dla mnie jedną z najsłabszych, jest bez wyrazu, bez programu, bez konkretów, ależ owszem czemu nie, mamy internet, możemy poczytać co kto planuje, ale wydaje mi się że każdy polityk powinien umieć zaprezentować swoje poglądy a nie dać tylko je do przeczytania. A później się ludzie dziwią dlaczego mała frekwencja, dlaczego nikt do wyborów nie pójdzie. Ludzie zwyczajnie nie wiedza na kogo głosować. I dlatego zagłosują albo na PIS albo przeciw PIS. Skończy się to dla nas tym że albo będziemy mieli ideologiczny powrót IV RP albo zmianę konstytucji i ograniczenie roli prezydenta, a może nawet system kanclerski...

poniedziałek, 17 maja 2010

Siedząc i rozmyślając nad zmieniającym się światem , dochodzę do przekonania że wszystko to jest chyba do dupy oraz z dupy, no dobra może nie wszystko.
Ostatnimi czasy cierpię na totalny brak inspiracji, objawia się to miedzy innymi w tym ze zaczynam pisać na inne tematy aniżeli swoje wewnętrzne przemyślenia. Od ostatniego wpisu sporo rzeczy starałem się przemilczeć, ale o tym w nieco innej atmosferze i kiedy indziej.
Ktoś stojący obok, i przysłuchujący się moim przemyśleniom i postawom może powiedzieć że marudzę, że jęczę, że zamiast się starać, zawalam swoja głowę jakimiś głupimi argumentami usprawiedliwiającymi moje totalne lenistwo, że przesadzam. Jednak czas leci, zbliża się sesja, a ja nic nie zrobiłem, zamiast przysiąść i się pouczyć siedzę ale przed komputerem i przeglądam przeróżne strony zajmując się wszystkim tylko nie nauką. Sam nie wiem jak to się skończy, oby dobrze. Jednak nadzieje jak wiadomo mogą okazać się płonne.
Czeka mnie wiele godzin nauki, wiele stron do przeczytania. Jestem świadomy ogromu pracy jaką muszę włożyć w zaliczenie tej, o wiele trudniejszej od poprzedniej, sesji, jednak nie mobilizuje mnie to wystarczająco do zabrania się do roboty i powoduje że podchodzę to tego niemal w systemie jebczo-olewczym, co mnie w gruncie rzeczy martwi. Chociaż widzę tez że nastąpiła we mnie zmiana, jeszcze kilka miesięcy temu byłem bardziej leniwy, teraz się zmieniłem zmobilizowałem się do czytania książek, mobilizuję się do nauki, co jest akcentem zgoła dobrym.
Wszystko byłoby dobrze, wszystko byłoby miło jakby nie niczym nie usprawiedliwione lenistwo, brak chęci do nauki, połączone z ciągłymi przemyśleniami na temat Pięknej A, nie mogę się od niej uwolnić, co oczywiście mi nie przeszkadza, w żaden sposób, a wręcz nastraja pozytywnie, ze mam tak wspaniałą dziewczynę jak ona, jednak biorąc pod uwagę pragmatyzm to jest to nic więcej aniżeli lenistwo i oddawanie się egoistycznemu poczuciu szczęścia.
Piękna A, zawróciła mi w głowie i to nie na żarty, ostatnimi czasy spędzałem z nią bardzo dużo czasu i czułem się z tym bardzo dobrze, bardzo czekałem na takie zbliżenie, jakie nastąpiło podczas ostatniego weekendu, wspólnie spędzone chwile bardziej niż zwykle zbliżyły nas do siebie co mnie niezmiernie cieszy, robimy kolejne kroki w zażyłości i to jest tez element nastrajający mnie pozytywnie i tchnący optymizmem na wszystkie strony. Ostatnio miałem okazję poznać bliżej jej ciało, i nie chodzi o dotyk, ale o bliskość, miałem je na wyciągnięcie ręki i to w najczystszej i najbardziej kuszącej postaci. Uśpione ciało Pięknej A. Mogłem dotknąć miękkiej jak jedwab skóry i nacieszyć się widokiem zaokrąglonych bioder, wąskiej talii i poruszającej się rytmicznie piersi, widok niemal jak z bajki. Wyraźne promienie księżycowej poświaty podały na jej mleczne biodra, jej skóra prawie świeciła bladym blaskiem jak odległa gwiazda, odległa a jednak na wyciągnięcie reki. Bajka trwała dwie noce, dwie piękne noce, podczas których mogłem nacieszyć oczy widokiem iście niebiańskim, dotknąć rozświetlonej gwiaździstą poświatą skóry o konsystencji jedwabiu, poszukać dłońmi pięknych miękkich piersi i ustami łechtać delikatną szyję. Czuć jej świeżo umyte włosy i pochłaniać ich orzeźwiający zapach. Było cudownie. Jestem dumny z tego że mam takie cudo na wyciągnięcie ręki, szkoda że nie codziennie i nie cały czas, ale głód i czekanie wzmaga apetyt. Już nie mogę się doczekać powtórki.

wtorek, 04 maja 2010

Sam nie wiem dlaczego ale jakoś nie nachodzą mnie myśli skłaniające do zamieszczania nowych wpisów na blogu, totalnie nie mam pomysłów. Nie wiem dlaczego, może teraz będzie lepiej. Ale wszystko po kolei.

Najpierw wrzucę pewien filmik, a raczej pewną ścieżkę, która ostatnimi czasy wpadła mi do ucha. Oto i ona:


Dość nastrojowa i nawet fajna, pomimo tego że zaczyna się podobnie jak pewien znany utwór Metallicy jest bardzo fajna i w klimatach jakie mi się ostatnio podobają, a mianowicie w klimacie muzyki celtyckiej, z ładną melodią i dużym udziałem skrzypiec.
Dobra więc mogę zacząć nawijkę. Najpierw o tym co w moim życiu, później jakieś przemyślenia.
Obecnie siedzę na wschodzie, majówka nawet udana. Podczas tych kilku dni miałem w domu chrzest małego brata i towarzyszące mu przyjęcie. Sporo przygotowań, jeszcze więcej zachodu i takich tam. Zleciało bardo szybko, nie miałem nawet czasu usiąść i pomyśleć o tym czy o tamtym. Dzisiaj, znaczy się jak jest już po wszystkim, miałem nieco więcej czasu to spotkałem się ze znajomymi i nadrobiłem trochę zaległości, dowiedziałem się co słychać u starej paczki. To dobrze bo bardzo tego chciałem, chciałem trochę posłuchać co u nich, dowiedzieć się jak sobie radzą i kiedy moglibyśmy się w najbliższym czasie spotkać i pogadać. Nie będę się rozwodził nad tym co mnie podczas tych kilku dni spotkało, bo obiektywnie nie było tego za wiele, pomijając bieganie i pomoc przy przygotowaniach. Jednak powiem że było mi w gruncie rzeczy dość smutno, smutno z powodu milczenia jakim obdarzyła mnie Piękna A. szkoda i to wielka że tak się porobiło ale cóż, niewiele mogę poradzić, oczywiście mogę siąść i zacząć nawet płakać ale nie o to przecież chodzi. co prawda nieco mnie to boli i jest mi z tego powodu dość przykro ale staram się o tym nie myśleć za wiele. Jak przyjdzie czas to zapewne naświetle całość sprawy, jednak na pewno nie teraz. 
Człowiek nie docenia siły słów, nie zdaje sobie sprawy że nasze życie opiera się na słowie, tym pisanym i tym mówionym, myślimy słowami, tworzymy swój świat słowami. Wszystko jest ze słów. Trudno sobie nawet wyobrazić że nagle nie możemy mówić, że nie możemy  ten sposób wyrażać swoich myśli. Nasze życie w takiej sytuacji stałoby się niemal puste, bez wyrazu, jakieś takie dziwne. Człowiek jednak naprawdę docenia siłę słów dopiero gdy nie może ich wykorzystać, gdy na przykład nie ma się do kogo odezwać. Wtedy cierpi i czeka, wyczekuje aż znajdzie się ktoś kto go wysłucha, kto będzie chciał porozmawiać, nawet o jakiś głupstwach, o czymkolwiek. Brak rozmówcy oznacza że nikt się nami nie interesuje, że jesteśmy poza. Tylko rozmowa daje nam poczucie miejsca w pewnym wycinku społeczeństwa. 
Więc czekam na rozmówce, na kogoś kto szczerze mnie wysłucha, kto przejmie się moimi problemami...

 
1 , 2 , 3 , 4